poniedziałek, 16 września 2013

Ufff...

Tak, wiem, wieki mnie tu nie bylo. I znow jestem pozbawiona polskich znakow, bo moj szanowny PC wyladowal w magazynie z reszta bardziej zbednych gratow, a pakietu jezykowego na konkubenckim instalowac nie zamierzam.

Osiedlilam sie w miescie z pieklem w nazwie na odrobine dluzej. Wynajelismy pokoj z widokiem na szkole, kuchnia, kiblem i wspolokatorami, w pakiecie wystepuje jeszcze pies, rasy jamnik wlascicielki domu. Pies sobie u mnie bywa, jak wlascicielka musi na dluzej opuscic lokal.

W mieszkaniu sa dwie ubikacje, jedna to sam klozet, druga razem z wanna. Klucz do kibla zniknal w tajemniczych okolicznosciach u wspolokatorki - kobita nie chciala korzystac z tego samego sedesu, co mezczyzni (a fe, te unoszace sie w powietrzu plemniki!) i musi trzymac swoj papier toaletowy pod kluczem.

Jamnik, zwany Felixem (a przeze mnie Felusiem) to maly anarchista - ciagnie na spacer, nie zatrzymuje sie, az w koncu podnosi noge pod budynkiem Ordnungsamtu i zalatwia potrzebe. Ja nie chce wiedziec, kto go tego nauczyl, ale ta forma olewania instytucji panstwowych przypadla mi do gustu...;)


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Welcome in HELL...

Zadzwonisz do czlowieka, powiesz, ze mu piwnice zalewa, ze pralka, suszarka, zamrazarka i chuje muje dzikie weze... a tu? Opierdol. I wypierdol.
Jeb rano do drzwi, do osiemnastej ma was nie byc, jestescie winni nieprzepowiedzenia ulew nad zafajdana Dolna Saksonia! Noz kurwa, czy ja na prawde wygladam na wrozke Kasandre? A z reszta, jak chce sie psu przypierdolic, to kija sie zawsze znajdzie.

Tak wyladawalismy w srodku Europy, tam, gdzie wiecej jest knajp, niz ludzi i wiecej spalin, niz powietrza. Wstaje rano, patrze za okno i zastanawiam sie, czy pierdolnac sobie w czaszkem, czy jedyniezalac sie w trupa. To miasto to zwloki w stadium wczesnego rozkladu - robaki jeszcze go nie jedza, ale smrod juz sie unosi... tutejszy smrodek to mieszanka przetrawionego alkoholu, spalin i tanich perfum wylewanych na spocone ciala przepitych mieszkancow. Puste twarze spogladajace znad kufla z sikowatym browarem. Beznadzieja brud i paranoja.

Fuck. Nienawidze!

środa, 8 maja 2013

Trup w szafie

Mam do czynienia ze skurwysyństwem w wersji doskonałej.

Szanowny Konkubent z pewnym człowiekiem przyjaźnił się 11 lat. Zawsze na siebie mogli liczyć, po nocy dzwonić w razie problemu, a i żreć wyjść, czy święta wspólnie spędzić.
Pojawiłam się ja i dołączyłam do owej zgranej ekipki od rowów kopania i ścian szpachlowania. Dla szanownego przyjaciela.

Przyjaciel ten udostępnił na mieszkanie. Z osobną, wspólną z innymi lokatorami domu łazienką. I toaletą.

Pracowaliśmy i przyjaźniliśmy się w trójkę jakieś półtora roku.

Nabraliśmy się. Zostaliśmy wywiedzeni w maliny, zrobieni w chuja, wylądowaliśmy gołą dupą w basenie z piraniami.
Dlaczego? Ano dlatego, że prace na budowie dobiegły końca. Szanowny przyjaciel da sobie radę, więc mieszkanie, co to miało być wynajęte na zawsze, zostało wymówione, praca, z którą nie ma problemu, przestała istnieć i co najlepsze: skoro wspólna łazienka to i klucze do przybytku - kazał oddać sobie, zostawiając dwie osoby bez dostępu do kibla i prysznica na czas wypowiedzenia chałupy, czyli trzy miesiące. No cóż, cofniemy się do natury ciut, w końcu człek wiele zniesie... ciekawa jestem, czy kilka tamponów, rozwieszonych finezyjnie po krzaczorach w ogrodzie, też panu PRZYJACIELOWI do gustu przypadnie...
Słyszeć kupę lat o przyjaźni i pomocy, obopólnym zaufaniu, pracy i mieszkaniu "n zawsze" i wylądować wyruchanym w dupę na końcu Europy - bezcenne. Za to nawet swoją pierdoloną kartą MasterCard nikt nie zapłaci.

Ale my nie jesteśmy osobami, którym byle kurwa będzie w kaszę dmuchała - pracowaliśmy na czarno, mamy zdjęcia budowy, wiemy, gdzie jaka deska leży, a gdzie śrubka.
Znam na pamięć wszystkie mieszkania w jego domach, rozkład jego mieszkania, podwórka, warsztaty, budowę.
Wiem, komu i jak wynajmuje mieszkania.
Wiem, jakie firmy prowadzi.
Wiem, że wylądowałam dzięki niemu po kolana w gównie, mój Szanowny po pas.
Pan Przyjaciel zaliczy kąpiel w gównie po uszy - skarbówka się dowie o pracy na czarno. Choćbym miała garować - nie popuszczę, nie jesteśmy ludźmi, którzy w tym momencie mają cokolwiek do stracenia. Butem łeb mu przygniotę, jak już będzie pływał w szambie. W imię przyjaźni.



Post pojawi się jeszcze raz, po rozróbie, najprawdopodobniej z nazwiskami i w tłumaczeniu na niemiecki.

niedziela, 5 maja 2013

Przepis na świnię.


Uśmiechaj się, sprawiaj wrażenie miłego, bezinteresownego człowieka. Przepraszaj, udawaj, że jest ci głupio.
Pamiętaj, że do celu idzie się po trupach, ludzi wokół siebie warto mieć, aczkolwiek są oni jedynie środkiem do celu.
Gdy do celu coraz bliżej, zostawiaj na swojej drodze coraz więcej trupów. W pewnym momencie nie będziesz już musiał udawać przyjaźni, znajdź debilny pretekst i pozbądź zbędnych zużywaczy tlenu ze swojego otoczenia.
Cel osiągnięty - raduj się! Pochrumkuj i kwicz, ryjąc racicami w bagnie.

Machiavelli idzie po trupach do celu, aczkolwiek, nie myśli, ile trupów ma w swojej szafie.

W następnym odcinku przepis na trupa w szafie po polsku.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Baba ze Wsi mnie wyzwała!

No to opowiadam fotograficznie - zdjęcia wykonane w kilku zakątkach Polski i Niemiec, przez ostatnie trzy lata egzystencji na tym padole uśmiechu ;)

1. Codziennie widzisz:
Wieś, którą można przejść od jednego końca do drugiego w 10 minut, zamieszkałą przez wiecznie uśmiechniętą społeczność, sielską, anielską i czyściutką.


2. Ubranie, w którym mieszkasz:
Mieszkam raczej w drewnianym domu na końcu ulicy, w ubraniach jedynie łażę.

















3. Ulubiona pora dnia:
Zachód słońca, najlepiej nad Bałtykiem.

4. Coś nowego:
Stokrotki wylazły na słońce.

5. Właśnie tęsknisz za:
Eksploracją - w Polsce, to najwyżej szanowna policja pogoni, albo straż niepotrzebna miejska - tutaj nie zarobiłabym na mandaty ;)


















6. Piosenka, która chodzi Ci po głowie:
Eisregen - Wundwasser

Dodaj napis


















7. Nagłówek Twojego tygodnia:
Pisanina... 














8. Najlepszy moment tygodnia:
Spacerki po zadupiach wszelakich ;)















9. Kim chciałeś być w dziecinstwie:
 podróżnikiem, architektem, fotografem... w sumie się udało. 














10. Nie rozstajesz się z:
 moim kochanym kubeczkiem do kawy :D 

















11. Co można znaleźć na Twojej liście marzeń: 
eksploracje zalanej części magazynów paliwowych.













12. Twoja miłość od pierwszego wejrzenia:
Urbex. Opuszczone budynki, podziemia, fabryki... wszystko, z z betonu i stali. Miejsca brudne, opuszczone, niebezpieczne, ciemne...

















13. Coś, co robisz cały czas:
Znajduję dziwne rzeczy, w dziwnym miejcach :D 













14. Zdjęcie tygodnia: 
dokumentacja budowlana, czyli najpiękniejsze kafelki świata - robol mój, nie oddam!

















15. Ulubione słowo:
 "Kuuuuuurwaaaaa mać!" na przykład, na widok tego oto dzieła sztuki

















16. Njlepszy moment roku: 
każdy dzień...

















16. Ktoś, kto zawsze potrafi cię uszczęśliwić:
Szanowny konkubent :P


Z tego, co wiem, większość zanuch mi blogowiczów zaliczyło już zabawę, bądź zostało wywołanych do odpowiedzi - więc niech bierze, kto chce!




wtorek, 16 kwietnia 2013

Perwersjada.

Robię rowa po same fundamenty, aż się cała rura mieści!

Tak, kochani, zgadza się, doszliśmy do etapu kładzenia rur do odpowietrzenia, klimy, ścieków i tym podobnych szajsów. Byłam przez kilka dni Top Szpadl, z przerwą jednodniową na bycie totalnym młotem.
Stwierdziłam, że jestę archeologię - dokopałam się XVIII fundamentów chuj-nie-wie-czego, tylko po to, by je w czynie zarobkowym rozpierdolić, by rurka się mieściła i układała w dziurze w taki sposób, jak specjalista nakazał.
Nauczyłam się, że każdy problem mozna rozwiązać wiertarką - taka, na przykład woda, która sobie chamsko stoi w kopanym kanale i nie raczy spływać - Hilti we Franusiowe łapki i w istniejącej już starej rurze kanalizacyjnej powstają nowe, śliczne dziurki do których woda raczy spieprzać.

Tak ogólnie, to całkiem się odnajduje w krainie rowów i dziur... tylko, kurwa, gdzie są CYCKI?