Pukanie do drzwi. Otwieram. Bo on przyszedł klucze zdać i poinformować, że firma nie przedłuża umowy na wynajem mieszkania dla ichniej ekipy. Łamanym słowackoniemieckim twierdzi, iż posprzątali. Kulturalnie się żegna i zabiera swój zezwłok i ekipę w jasną, albo i słowacką, cholerę.
Posprzątanie oznacza umycie trzech talerzy i zasłanie dwóch łóżek, na dziewięć używanych. Poza tym, wchodząc do opuszczonego mieszkania, można się udusić - smród potu, przetrawionego alkoholu i taniego tytoniu zdecydowanie nie jest najlepszą perfumą. W każdym pomieszczeniu śmieci. Do większości sprzętów można się przykleić, zdołali rozpieprzyć dwie patelnie i złamać pieprzony uchwyt od prysznica, na którym wiesza się słuchawkę. Przynajmniej nic nie ukradli...
Syf swój spakowali wedle tutejszych przepisów, przeplatanycch ze słowacką fantazją - śmieci w odpowiednie worki i do wszystkich rodzajów kontenerów.
Myśleliśmy, że po bardzo "grzecznym" i "kulturalnym" zwróceniu uwagi, że mimo wszystko śmieci segregujemy, zrozumieli przynajmniej tyle, że wystawiane co 2 tygodnie worki nie są odpowiednim miejscem na resztki pleśniejącego żarcia, szkło i kilka innych, dziwnych dóbr.
No bo człek, zamieszkały od kilku lat w mojej ulubionej krainie absurdów winien znać przepisy. Bo one są proste, jak budowa cepa i skonstruowane tak, by pięciolatek z DS był w stanie ogarnąć je umysłem. Ale Słowak nie ogarnie.
I żeby to była pierwsza taka ekipa!
Następnym razem będę stać nad Słowakami z karabinem.
Ja rozumiem, że niektórzy żyją w lepiankach i ziemiankach, a drzwi od swoich nor kamieniem blokują, rozumiem, że myślą, że to dziwne coś w kablach, dzięki któremu żarówki się świecą, to jest za frajer, rozumiem, że bieżąca woda może być czymś cholernie nieznanym, a wietrzenie pomieszczeń to sprawka szatana, ale... KURWA!
czwartek, 28 marca 2013
czwartek, 28 lutego 2013
Przekręć się!
Huczy telewizja o aferze z końskim mięsem w jedzeniu.
- Końskie mięso w zupach z puszki, ravioli...
- Paluszkach rybnych...
Powiedzenie zjeść konia z kopytami nabiera nowego znaczenia.
Szanowny mój konkubent w czasie pracy wziął i raczył zjebać się ze schodów.
Łazi, jak z kołkiem w dupie, ruszyć się nie może, zmienić pozycji w wyrze też nie za bardzo.
Jako, że uczynny i kochający ze mnie człowiek, wyskoczyłam z propozycją: "Pomóc ci się przekręcić?"
Chyba zostało to źle zrozumiane, choć nawet po siekierę nie sięgnęłam...
- Końskie mięso w zupach z puszki, ravioli...
- Paluszkach rybnych...
Powiedzenie zjeść konia z kopytami nabiera nowego znaczenia.
Szanowny mój konkubent w czasie pracy wziął i raczył zjebać się ze schodów.
Łazi, jak z kołkiem w dupie, ruszyć się nie może, zmienić pozycji w wyrze też nie za bardzo.
Jako, że uczynny i kochający ze mnie człowiek, wyskoczyłam z propozycją: "Pomóc ci się przekręcić?"
Chyba zostało to źle zrozumiane, choć nawet po siekierę nie sięgnęłam...
sobota, 23 lutego 2013
sobota, 16 lutego 2013
wtorek, 29 stycznia 2013
Szczur, jak na zwierze przystało...
Jak mnie wkurwia, jak z polskiej mównicy sejmowej padają słowa, w
których jestem zrównywana z gównem, a część "kochanych posłów"
najchętniej wcisnęłaby mi butem do gardła swoje "prawdy", lub, gdyby powyższe się nie udało, przeprowadziłaby egzekucję za pomocą dwóch metrów sznura.
Po wypowiedziach posłanki Pawłowicz zastanawiam się, jakim cudem nie szczekam na łańcuchu przed domem! Bo jak to tak? W końcu żyję w KONKUBINACIE! Buuu! Tym złym, przeklętym związku, co to niby ma na celu jedynie zaspokajać potrzeby seksualne, bo w końcu na jakiekolwiek uczucia potrzebuję zgody państwa, posłów i biskupa! I to z mężczyzną, który jest dość sporo starszy ode mnie, czyli, kurewstwo, sponsoring i chuj wie co jeszcze!
Jeszcze gorzej! Ja, wstrętny, bezuczuciowy, hedonistycznz, blablabla... wykolejeniec, spotykałam się z osobą, będącą tej samej płci, co ja! Matkoboskoczęstochwsko! Zdrada stanu!
Co więcej - pragnienie powiększenia tego, co śmiem nazywać rodziną, jest mi obce. Zamierzam do końca życia być tym potworem, który biologiczno-społecznych powinności nie spełni, mimo, że narząd do tego posiada, i to w pełni sprawny.
Na dodatek jeszcze, co najgorsze, mam szczerze i głęboko w poważaniu jakąkolwiek identyfikację płciową, szczególnie, jeśli ma być mi wciskana jako szereg ról społecznych i powinności, nakazem takiego, a nie innego wyglądu, postępowania, pociągu seksualnego, pracy zawodowej i bycia dumnym z tego, że potrzebuję tamponów i mam na co założyć stanik.
Szczególnie, że te wszystkie role, powinności i narzucone wartości są mi równie obojętne, jak to, jakie posiadam narządy płciowe.
ZEZWIERZĘCENIE MAKSYMALNE!
No cóż, kolejny powód, by Polskę jeszcze przez długi czas traktować jako kurort urlopowy - nie mam ochoty siedzieć zamknięta w cztereś ścianach, traktowana przez władze, jako człowiek gorszej kategorii, czy zamiatana, jak śmieć, pod dywan.
Po wypowiedziach posłanki Pawłowicz zastanawiam się, jakim cudem nie szczekam na łańcuchu przed domem! Bo jak to tak? W końcu żyję w KONKUBINACIE! Buuu! Tym złym, przeklętym związku, co to niby ma na celu jedynie zaspokajać potrzeby seksualne, bo w końcu na jakiekolwiek uczucia potrzebuję zgody państwa, posłów i biskupa! I to z mężczyzną, który jest dość sporo starszy ode mnie, czyli, kurewstwo, sponsoring i chuj wie co jeszcze!
Jeszcze gorzej! Ja, wstrętny, bezuczuciowy, hedonistycznz, blablabla... wykolejeniec, spotykałam się z osobą, będącą tej samej płci, co ja! Matkoboskoczęstochwsko! Zdrada stanu!
Co więcej - pragnienie powiększenia tego, co śmiem nazywać rodziną, jest mi obce. Zamierzam do końca życia być tym potworem, który biologiczno-społecznych powinności nie spełni, mimo, że narząd do tego posiada, i to w pełni sprawny.
Na dodatek jeszcze, co najgorsze, mam szczerze i głęboko w poważaniu jakąkolwiek identyfikację płciową, szczególnie, jeśli ma być mi wciskana jako szereg ról społecznych i powinności, nakazem takiego, a nie innego wyglądu, postępowania, pociągu seksualnego, pracy zawodowej i bycia dumnym z tego, że potrzebuję tamponów i mam na co założyć stanik.
Szczególnie, że te wszystkie role, powinności i narzucone wartości są mi równie obojętne, jak to, jakie posiadam narządy płciowe.
ZEZWIERZĘCENIE MAKSYMALNE!
No cóż, kolejny powód, by Polskę jeszcze przez długi czas traktować jako kurort urlopowy - nie mam ochoty siedzieć zamknięta w cztereś ścianach, traktowana przez władze, jako człowiek gorszej kategorii, czy zamiatana, jak śmieć, pod dywan.
niedziela, 27 stycznia 2013
Time...
Niby ta sama strefa czasowa... niby te same zegarki... niby taki sam podział na sekundy, minuty i godziny...
A tu ZONK! Niemiecka godzina trwa ponad 120 minut! "Za godzinę" oznacza, że mozna wziąć prysznic, uciąć drzemkę, zjeść obiad i jeszcze odcinek serialu da się obejrzeć.
Między 10:30, a 11:00 oznacza mniej więcej południe, no dobra, czasem porę obiadową.
Mañana, prawdziwa, dolnosaksońska Mañana!
A tu ZONK! Niemiecka godzina trwa ponad 120 minut! "Za godzinę" oznacza, że mozna wziąć prysznic, uciąć drzemkę, zjeść obiad i jeszcze odcinek serialu da się obejrzeć.
Między 10:30, a 11:00 oznacza mniej więcej południe, no dobra, czasem porę obiadową.
Mañana, prawdziwa, dolnosaksońska Mañana!
czwartek, 24 stycznia 2013
Będę palić, gwałcić i zabijać...
... żeby był kot.
Kicia, zwana Szarikiem, to kot dochodzący, co to odwiedza, jak chce żreć i spać. Nie należy do mnie, mam podejrzenia, że to kocisko któregoś z sąsiadów. Zadbana, zdrowa, przyzwyczajona do dwunożnego towarzystwa. Jak głodna i chętna na wylegiwanie się, to jedzenia i wyrka żałować futrzastej nie będę.
...ma być kot. Co to za dom bez kota?! Ma być! Znajdka ze schroniska, najlepiej już po wszelkich sterylizacjach i kastracjach (zależnie od płci :)), co to się ludzi nie boi i na podwórko wyjdzie. Łowny stwór najlepiej, bo w Arsch Der Welt myszy zatrzęsienie jest! Więc dla kociska zabawa, a dla mnie pozbycie się szkodników.
Akcja mająca na celu jazdę po futrzaka rozpoczęta, czyli wiercę dziurę w brzuchu. W razie oporów, do wiercenia owej dziury uzyję wszelkich mozliwych narzędzi... a i zagrożę obsunięciem się wiertła... ekhem... ;)
Trzymajcie kciuki!
Kicia, zwana Szarikiem, to kot dochodzący, co to odwiedza, jak chce żreć i spać. Nie należy do mnie, mam podejrzenia, że to kocisko któregoś z sąsiadów. Zadbana, zdrowa, przyzwyczajona do dwunożnego towarzystwa. Jak głodna i chętna na wylegiwanie się, to jedzenia i wyrka żałować futrzastej nie będę.
...ma być kot. Co to za dom bez kota?! Ma być! Znajdka ze schroniska, najlepiej już po wszelkich sterylizacjach i kastracjach (zależnie od płci :)), co to się ludzi nie boi i na podwórko wyjdzie. Łowny stwór najlepiej, bo w Arsch Der Welt myszy zatrzęsienie jest! Więc dla kociska zabawa, a dla mnie pozbycie się szkodników.
Akcja mająca na celu jazdę po futrzaka rozpoczęta, czyli wiercę dziurę w brzuchu. W razie oporów, do wiercenia owej dziury uzyję wszelkich mozliwych narzędzi... a i zagrożę obsunięciem się wiertła... ekhem... ;)
Trzymajcie kciuki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)